czwartek, 16 maja 2013

1. Katharsis.


            Poranne słońce wznosiło się coraz wyżej nad horyzont, nadając niebu pogodnej, lazurowej barwy. Zaparkowałem samochód na szkolnym parkingu, zabrałem plecak z tylnego siedzenia, wsunąłem na nos okulary przeciwsłoneczne, po czym zakluczyłem wóz i ruszyłem w stronę boiska zapełnionego szkolną społecznością.
       Otworzyłem drzwi wejściowe szkoły i automatycznie zalała mnie fala typowego szkolnego hałasu. Okulary założyłem na głowę. Nie zatrzymując się po drodze, skierowałem się od razu do szkolnego sekretariatu, gdzie miałem sfinalizować kwestię dokumentów w sprawie mojego rzekomego przeniesienia z innej szkoły do tego liceum. Trwało to jakieś kilka minut, wyszedłem z sekretariatu dość pośpiesznie, idąc przyglądałem się mojemu planowi lekcji.
Szkolny korytarz gromadził szeroką gamę różnych zbiorowości, mniej i bardziej szokujących, mniej i bardziej wyróżniających się z tłumu. Niektórzy stali potulnie pod klasami, inni wydurniali,  zupełnie nie licząc się z myślą, że spóźnią się na lekcje. Była też tradycyjna szkolna “szlachta”, chociaż w wypadku niektórych, to co najwyżej “pseudoszlachta”. Szkolni kujoni, jacyś outsiderzy, członkowie miejskich drużyn sportowych i wszyscy pozostali, czyli skład uczniów niczym nie odbiegający od innej tradycyjnej szkoły.
        Studiowałem właśnie rozkład klas, a uczniowie, którzy pozostali wciąż na korytarzu łapali ostatnią minutę przerwy, by dotrzeć na czas na pierwszą lekcję. W niedalekiej odległości dostrzegłem biegnących piłkarzy, a jeszcze dalej grupkę roześmianych czymś do rozpuku dziewczyn, którym zresztą chyba nigdzie się nie śpieszyło. Jedna z nich zachowywała się nad wyraz głupio, głośno śpiewała (o, ile to w ogóle można było nazwać śpiewem) przy czym wykonywała jakieś dziwne tańce. Krótko mówiąc, niezrównoważona świruska. Mijając je chciałem ją wyminąć, ale dziewczyna nie zauważyła mnie i straciła równowagę.
*
        - …so baby whether when you’re ree…! – wydzierałam się ruchami udając jedną z bollywoodzkich tancerek. Niezbyt sukcesywnie. Mimo tego bawiło nas to. Automatycznie przerwałam śpiewanie czując, że na kogoś wpadłam. Mrugnęłam kilkakrotnie        rzęsami, moje oczy dostrzegły średniego wzrostu blondyna, niczego sobie błękitnookiego blondyna.
        - Przepraszam,  bardzo przepraszam - rzuciłam schylając się po książki, które wypadły mi z rąk, gdy na niego wpadłam. Podniósł jedną z nich.
        "Oh, co za szarmancja, pomyślałam."
        - Wszystko OK? – zadał pytanie niemal szepcząc, unikał mojego wzroku.
        „Mam coś na twarzy czy jak? Przemknęło mi przez myśl.”
        - Odgrywając tańce godowe na korytarzu stwarzasz niebezpieczeństwo, wiesz o tym? – chłód jego głosu wywołał gęsią skórkę na moim ciele. Jego wyraz twarzy wskazywał na to, że był bardzo dumny ze swojej „zacnej” riposty. Uśmiechnęłam się na przekór jemu, odpychając falę ironii jaką mnie zalał.    
        - Serio? Bo jednak, mi wydaje się, że pan od BHP nie miałby żadnych zastrzeżeń. Kiedy widział mnie ostatnio odgrywającą te tańce godowe – wyraźnie zaakcentowałam dwa ostatnie słowa sztucznie uśmiechając się do niego – nic nie powiedział, ale dzięki za troskę. To pa – pomachałam mu ręką na pożegnanie i go wyminęłam.
        - I tańce godowe – zaakcentował podobnie jak ja – trzeba umieć tańczyć – taka mała dygresja, skarbie. To pa – znów udał mój ton głosu, cholernie nieumiejętnie zresztą.
Zjechałam go od góry do dołu i skierowałam się pod klasę. Dziewczyny szybko do mnie dołączyły i spojrzały na mnie znacząco. Po chwili niedbale odwróciłam głowę do tyłu i natrafiłam się na jego wzrok. Kiedy zorientował się, że zauważyłam jak mnie lustruje szybko przeniósł wzrok na kogoś innego.
        - Co za dziwny koleś – wypowiedziałam swoje myśli na głos.
        - Ładniutki – odparła podjarana jego wyglądem Kaitlyn, ignorując moją osobę.
        - I irytujący – dodałam – To ten nowy, tak? – zapytałam, aby się upewnić czy dotarły do mnie prawdziwe wieści. Jenna kiwnęła głową na potwierdzenie.
        - Skąd jest, wiecie może? – kontynuowałam.
        - Skąd? – powtórzyła Jenna – tego już nie bardzo wiem.
        - Obiło mi się o uszy, że jest z zachodniego wybrzeża. Seattle, te strony - oświadczyła Nathalie.
        - Ciekawe co go tu sprowadza… Sprawy rodzinne, zmiana pracy przez któreś z rodziców, a może chęć odmiany środowiska, w którym do tej pory się obracał? - rozmyślała na głos Irma.
        - Dobra, wystarczy mi na dziś rozmów na temat jego osoby. Błagam, zmieńmy temat - poinformowałam stanowczo, chcąc wyzbyć się z mojej głowy nieustannie krążącego widoku jego chłodnego, a jednocześnie kpiącego spojrzenia.
        - Dopiero co zaczęłyśmy - śmiała się Margaret.
        - No właśnie, i lepiej na tym skończmy - skwitowałam.
*
        Popołudniowe promyki kwietniowego słońca nadawały wnętrzu jaskrawego odcienia. Zasłoniłam kremowe żaluzje do połowy długości i usiadłam przy fortepianie, znajdowałam się w moim ulubionym pomieszczeniu w tej szkole. W sali muzycznej.
        Podobnie jak dzisiejszego popołudnia, często przychodziłam tu po lekcjach i grałam czy śpiewałam, to była taka moja odskocznia. Muzyka zawsze przenosiła mnie w inny wymiar. W zupełnie inną rzeczywistość. Tam gdzie ja spisywałam zasady. Czułam się wtedy nieco jak Alicja po drugiej stronie lustra, towarzyszyło mi uczucie niepewności i strachu, ale nadal było lepiej niż w realnym świecie.
        Nuty przelewające się w dźwięki, które wydobywały się spod białych i czarnych klawiszy mojego ulubionego instrumentu koiły każdy niepokój, nerwy, złość, smutek, żal. Wszystkie negatywne emocje. Zapomnienie. Chwilowe zatrzymanie piasku w klepsydrze czasu. Wstrzymanie postrzegania świata rozumem, a pozostawienie tego zmysłom i duchowej części siebie, pierwotnym instynktom.  Możliwość oddania się na osobności muzyce, przeżywania za każdym razem swego rodzaju katharsis. Muzyka wybitnie kamuflowała moje troski, pomagała wstać, gdy upadałam. A w leczeniu mojego tonięcia w melancholii, medycynie znanego jako depresja, była lepsza niż najlepsi psycholodzy w tym stanie, czy nawet kraju.        
        Oczyszczenie. Warte miliony tysięcy. Choćby na kilka krótkich i ulotnych chwil, ale zawsze, kiedy tego potrzebowałam. Zawsze. Bez żadnych zawodów, próśb. Od kilku lat moim numerem na pogotowie stał się klucz od tejże sali. Sięgnęłam po moją teczkę z nutami i otworzywszy ją na odpowiedniej stronie zaczęłam grać własną kompozycję, jeśli w ogóle można tak ją nazwać.
*
        Musiałem. W sumie to nadal muszę to wszystko przemyśleć. Do pewnego czasu było cudownie, milutko i słodko, wręcz cukierkowato, aż szło się zrzygać. Ale potem coś się zepsuło. Ba, musiało się zepsuć. Bańka pękła, a przesłodzony świat rozmył się w zaledwie kilku chwil. A ja nie przystosowany już do świata w palecie szaro-burych barw ogłupiałem.
        To wszystko miało swój początek ponad dwa lata po moim zaistnieniu. Po drodze na szczyt coś we mnie zamarło, jakaś ważna dla mnie cząstka, bez której czułem, że nie potrafię być dawnym Justinem. Nie potrafiłem nic wymyślić, moja jakakolwiek kreatywność się nagle ulotniła.
        Nigdy nie chciałem stać się taki jaki jestem teraz. Nie takie miałem priorytety zaczynając to wszystko. Dwunastoletni Kidrauhl nie byłby ze mnie dumny. To bolało. Cholernie. Świadomość, zbyt duża świadomość potrafi zabić. Mnie zabijała świadomość mojego zepsucia. Potrzebowałem antidotum na swoje grzechy, sam już nie wiedziałem czy podmiotowego czy przedmiotowego. Pilnie.
        Zdawałem sobie sprawę z tego, że takie myślenie było nieco głupie i lekkomyślne, ale zatraciłem wszystkie moje nadzieje w tej szkole, łudziłem się, że coś w murach tej szkoły będzie potrafiło przełamać lód w moim sercu. Odkryć na nowo moje dawne, prawdziwe ja. Czułem, czułem do siebie… żal, niechęć, wrogość, nienawiść? Sam już nie wiedziałem. Moja poczytalność była niepełnosprawna. Z jednej strony lubiłem ten stan, kiedy traciłem panowanie nad moim życiem, gdy rozum oddawał kontrolę zmysłom, niekontrolowanym rozumem zmysłom, i lubiłem go pogłębiać. Wlewać w siebie litry alkoholu naiwnie licząc na to, że fala procentów zakryje na dłuższy czas moje wszystkie problemy i troski, albo przynajmniej ich część. Albo co gorsza zwabić jakąś z moich fanek. Świnia, prostak. Nie, nie do łóżka. Bynajmniej nie zawsze. A raczej rzadko. Chociaż część godności we mnie zostało. Ale dla zabawy. Pobawić się w kotka i myszkę, tak jak świat bawi się ze mną. Dla żartów, żeby się pośmiać, by nie myśleć o problemach, by zająć umysł czymś innym, by zagłuszyć sumienie…
        Co się ze mną stało? Dwie skrajne postawy zaczęły mnie rozrywać od środka. Niszczyć… Traciłem fanów. Z dnia na dzień. Ci, którzy nadal ze mną byli próbowali mnie pocieszać, ale ja wiedziałem, że jest ich coraz mniej. W końcu kto by dalej chciał być fanem takiej osoby jak ja? To wszystko nie miało już sensu, moje życie nie miało sensu…
        Któregoś dnia wpadłem na pomysł, czy powrót do normalnego życia coś zmieni? Czy na nowo obudzi tą cząstkę uśpioną przez moją ciemną stronę? W taki sposób znalazłem się tu. W jednym z publicznych amerykańskich liceów. Odpowiednia peruka, soczewki zmieniające kolor tęczówki, zmiana nazwiska. Nowa tożsamość. Szkoda tylko, że w pakiecie nie było także wymiany emocji czy wymazania pamięci… Chyba nie potrafię już żyć… Chyba.
        Muzyka. Od małego towarzyszyła mi w każdym momencie życia. Była moim oczyszczeniem, istnym katharsis. Dawała mi przez moment popatrzeć na świat przez różowe okulary. Kochałem to. Muzyka była moim nałogiem. Nałogiem, który pozwalał mi jeszcze jako tako egzystować. Egzystować. Bo żyć przestałem już dawno. Dzisiejszy dzień był moim pierwszym dniem w nowej szkole. Normalna szkoła, tak długo już tu nie byłem. Powróciły wspomnienia. Po lekcjach postanowiłem wstąpić do sali muzycznej, by chwilę się wyciszyć. Szedłem właśnie szkolnym korytarzem, będąc blisko sali usłyszałem nagle najpierw dźwięki fortepianu, a potem śpiew. To była dziewczyna. Zamurowało mnie. Jej wokal… Brakowało mi słów w moim słowniku, by to opisać. Podszedłem bliżej i stanąłem obok drzwi sali, by dokładniej wsłuchać się w tekst piosenki.
 
Jest pierwszy rozdział.
Część pisania już przed tygodniem, część w tym tygodniu w autobusie kiedy jechałam na wycieczkę w góry.
Cóż, nie umiem go do końca ocenić. Jest jaki jest , ale czy genialny? 
No właśnie chyba nie, a raczej na pewno nie.
Piszę stosunkowo krótko, tak naprawdę dopiero od początku tego roku i to jeszcze z ciągłymi przerwami. 
Jeśli wam się nie spodoba ten rozdział mam ochotę przestać pisać, oczywiście tego nie zrobię, bo jednak pisanie jest czymś co lubię, nie mniej świadomość, że moje pisanie jest "takie se" skutecznie zniechęca do dalszego efektywnego 'tworzenia'.  

Klaudia x

34 komentarze:

  1. o ja cię! Mimo że o Bieberze mam zamiar czytać :D
    Wgl jeśli zaczniesz czytać moje opo (one step to hell), to mam wrażenie, że zauważysz pewne podobieństwo... Ciężko w to uwierzyć, ale cóż :D
    W każdym razie podoba mi się i rozdział i prolog. Aż jestem ciekawa, co będzie dalej :D
    To ten... informuj mnie o nextach, jesli to nie problem (twitter/ facebook, co wolisz).

    Cheers xxx

    TheSimpsonizer.

    royal-life-with-one-direction.blogspot.com
    1d-one-step-to-hell.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, co Ty masz do Justina, Iwa? Hm? ;p
      dziękuję. <3

      Usuń
  2. Boże, jaka ja byłam głupia, że od razu nie zaczęłam tego czytać, bo od razu mogłabym Cię męczyć i wypytywać o nowe rozdziały (mam nadzieję, że będziesz mnie informować). Jest świetnie! Dostrzegam tu ogromny potencjał, bo w końcu widzę coś nowego, świeżego, innego, oryginalnego - a to same plusy! Mam nadzieję, że rozwiniesz tą historię i zyska sobie grono czytelników. Spróbuję nawet coś zrobić, żeby trochę Ci ich tu przybyło.

    Ściskam,
    @awwkjut

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że cię uwielbiam nie? :D
      Ogromnie mi pomagasz i bardzo ci dziękuję. <3

      Usuń
  3. boże kocham to. kocham po prostu kocham. czytam wiele, na prawdę wiele opowiadań ale tylko nie liczne stają się moimi ulubionymi. po przeczytaniu dwóch rozdziałów już wiem, że będę wchodziła tutaj codziennie, nawet kilka razy dzienni i sprawdzała nowości. proszę Cię tylko o jedno, nigdy, przenigdy nie przestawaj pisać. proszę... tylko o to proszę. jesteś zbyt utalentowana i kreatywna, nie możesz stracić szansy *zabłyśnięcia* w życiu internetowym.

    xoxo

    @looolga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. agsadgdpma dziękuję! <3
      Nowy rozdział już niedługo.

      Usuń
  4. Boże, świetne o:

    OdpowiedzUsuń
  5. mi sie bardzo podoba. jakbym prawdziwa ksiazke czytala:) powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ogromnie! <3
      Ale czemu z anonima? :c
      Podpisujcie się swoimi nickami z twittera :)

      Usuń
  6. grzechem jest mówienie, że to jest 'takie se' UWIERZ W KOŃCU W SIEBIE! Czytam twoje wcześniejsze opowiadanie i je ubóstwiam, a w tym już się zauroczyłam i sądzę, że lada moment nie będę mogła bez niego żyć. Jesteś niesamowita i będę ci to powtarzać na okrągło. Informuj mnie proszę/ @odczapy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. <3
      Naprawdę? To czemu ja o tym nic nie wiem? :o
      Ale, że loveandotherdrugsx.blogspot.com ?

      Usuń
  7. Genialnie poprostu... świetny rodział... Zapowiada sie bardzo ciekawie. Masz talent i prosze nie przestawaj pisac bo ja juz sie nakrecilam na ta historie ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyyyytam! Dawaj kolejny! Pozdrawiam Linny

    OdpowiedzUsuń
  9. Matko! Bardzo podoba, niesamowite, że ktoś może mieć taki talent, serio. :) Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, dodawaj szybko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaki piekny rozdzial! Gdzie ten twoj talent sie wczesniej chowal?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. talent <3 dzięki, Sylwia.
      Nie zapominajmy o twoim talencie, którego nie chcesz na razie rozwijacć. No, ale rozumiem. Szkoła, brak weny. Chociaż mi wydaje się jednak, że jesteś dla siebie ciut za surowa.
      haha, sama nie wiem.
      Po prostu pewnego wieczora usiadłam do laptopa i postanowiłam napisać jakąś dramę nieco inspirując się muzyką, filmem, no i moim pokręconym życiem. Tak powstał rozdział szósty na loveandotherdrugsx.blogspot.com i od wtedy jakoś mi się przestawiło wszystko co do mojego pisania.

      Usuń
  11. Niesamowite orginalne pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  12. O jezu, trafiłam na bloga dzisiaj, ale muszę przyznać, że jest interesujący i będę wpadać tu częściej. : )

    OdpowiedzUsuń
  13. n0perfect ;>22 maja 2013 19:14

    Awww *.* Wciągające, lubię to! :) I napisane takim fajnym, lekkim językiem, świetnym do czytania. Czekam na drugi rozdział! :)
    + *proud_of_U*!

    OdpowiedzUsuń
  14. mi się bardzo podoba ! Będę czytać :)

    mój tt: @naaikoo

    OdpowiedzUsuń
  15. Pierwsza myśl, gdy wysłałaś mi link - oby nie o Bieberze! Nie mam nic do niego, ale mam w zwyczaju zaczytywać się tylko w opowiadaniach o tematyce HP. Szczerze mnie zaskoczyłaś. Prolog i 1 rozdział czyta się lekko i przyjemnie. Nic cukierkowego, co dominuje w większości tego typu opowiadań. Trzymam kciuki i nie pozwól by to stało się zbyt słodkie opowiadanie, a będziesz miała kolejnego stałego czytelnika :)

    Informuj mnie o nowych rozdziałach na tt: @misssyellowally

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow, naprawdę podoba mi się jak piszesz :) Czekam na następny rozdział xd

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapowiada się naprawdę ciekawie ;) już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału <33 Karola :**

    OdpowiedzUsuń
  18. wow, to jest świetne! już nie mogę doczekać się następnego rozdziału. <3

    OdpowiedzUsuń
  19. ŚWIETNE ŚWIETNE ŚWIETNE <3
    @just_kidrauhl23

    OdpowiedzUsuń
  20. KOCHAM TO! <3 KOCHAM KOCHAM KOCHAM! NO NIESAMOWITE PO PROSTU!
    TY MASZ TALENT!
    NIE ZMARNUJ TEGO! *____________________________*
    NIGDY NIE PRZESTAWAJ PISAĆ! *-* <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Masz w sobie coś takiego odmiennego i to czuć w twoim stylu. To nie są zwykłe słowa, które łączą się w zdania. Owszem są, ale sposób w jaki to robisz jest magiczny z pewnym sensie. Szczególnie widać to we fragmencie z perspektywy Justina. Nie posługujesz się językiem potocznym, ale tym górnolotnym i wyrafinowanym. Podoba mi się to. *.*
    @nawalona

    OdpowiedzUsuń
  22. O jeeej, jak mi się podoba ten rozdział... Niesamowicie <3 Zabieram się do kolejnego :)



    effystory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo przyjemny, chociaż z natury nie czytam fanficów, a w szczególności z Bieberem dla tego zrobię wyjątek, bo masz baaaaardzo duży potencjał! :> - pozdrawiam SilentBadBoy, ten od gejowskiego opowiadania o Lou i Zaynie ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Aww, nigdy nie lubiłam pisać z perspektywy różnych bohaterów, ale Tobie wyszło to genialnie.
    Justin Bieber zmienia wygląd i postanawia chodzić do normalnego liceum - to coś nowego i jeszcze nie spotkałam się z takim pomysłem na opowiadanie. Mimo że, jak wspominałam w poprzednim komentarzu, nie przepadam za Justinem, to jakoś zbytnio nie przeszkadza mi tu jego postać. Sprawiłaś, że go toleruję. ;-)
    Ach, cóż by tu więcej napisać? Wiem! Brakowało mi w tym rozdziale jakiejś klimatycznej muzyki na początku. To zawsze pomaga w czytaniu i pozwala lepiej wyobrazić sobie sytuację i emocje bohaterów.
    Życzę masę weny i lecę czytać rozdział number two.
    Pozdrawiam, Raspberry. :-*
    for-sharon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się niezmiernie, że tak ciepło zareagowałaś na postać Justina! ;) I dziękuję za wszystkie miłe słowa.

      Usuń