wtorek, 11 lutego 2014

6. Would you mind?

"Mogę pierdolić pościel - i tak się nie wysypiam,
Nie wiem, czy przez bezsenność, czy moje tempo życia,
Widzę światło księżyca, mam jego pełnię w oku,
To skreślony apostoł wśród fałszywych proroków,
Stoję na dachu bloku, jakby na świata szczycie,
Tylko n i e  m o g ę  skoczyć - c z u j ę, że  k o c h a m   ż y c i e"

     - Zerwał z nią, od tak, po prostu! Mieści Ci się to w głowie w ogóle? - przyjaciółka relacjonowała jej jedno z zakończeń szkolnego związku, ale Rita dzisiejszego dnia obecna była w szkole tylko ciałem. - Rita, słuchasz mnie w ogóle? Rita? - Jenna zauważyła nieobecność przyjaciółki.
        - Nie ma go, nie ma - wybełkotała zapatrzona w jeden punkt, jakby śpiąc na jawie. Po ułamku sekundy dotarły do niej wreszcie słowa przyjaciółki, dziewczyna spojrzała się na Jennę nieco zażenowana świadomością wypowiedzianych słów.
        - O czym Ty mówisz? - spytała zdezorientowana Jenna.
        - Nie, nic - odparła wymijająco po czym zacisnęła wargi jakby nie chciała, żeby uleciała z nich przypadkiem jakaś ważna tajemnica.
        Jenna domyślała się, że ta nie chce ciągnąć tematu dalej, zastanawiało ją co jest tego powodem.
        - Co mówiłaś? - Lydia zapytała przepraszającym tonem lekko się uśmiechając. Za tym uśmiechem kryła się myśl o jednej osobie, tylko On ostatnimi czasy zaprzątał najdalsze zakątki jej umysłu. Niepewności, nerwowość i wyrzuty sumienia wypełniały ją całą, a ich nadmiar wypływał na zewnątrz zostawiając widoczne ślady na jej aurze. Przyjaciółka znała ją nie od dziś, kiedy dostrzegła ten specyficzny rodzaj smutku w jej oczach, od razu domyśliła się o co chodzi.
        - Meczą Cię wyrzuty sumienia, co nie? - zapytała wprost. Obserwowała twarz Lydii, spostrzegła jak na jej twarzy gwałtownie pojawiło się zaskoczenie, rozdziawiła na moment usta, po czym raptownie zagryzła dolną wargę. Widać było jak intensywnie myśli nad odpowiedzią, która by w możliwie najmniejszym stopniu zdradzała stan faktyczny jej myśli.
        - Nie, nieprawda - odparła wreszcie.
        - Mnie nie okłamiesz - zakomunikowała stanowczo Jenna.
        Dziewczyna wywróciła oczami w akcie braku pomysłów na dalsze ukrywanie swoich myśli, w końcu się poddała.
        - To nie tak - zaczęła.
        - Nie musisz się tłumaczyć - przerwała jej Jenna.
        - Owszem nie muszę, wiesz o kogo chodzi - oznajmiła.
        - Czyli jednak? - upewniała się. Rita tylko kiwnęła dwukrotnie głową. - Słuchaj, nic wielkiego się nie stało, to tylko...
        - Tydzień nieobecności, ah takie tam 5 dni, co tam - dokończyła za nią.
        - Może mu coś wypadło? Serio sądzisz, że tak by się przejął tamtym Waszym spięciem na imprezie i dlatego nie przychodziłby do szkoły przez cały tydzień? - Jenna szczerze wątpiła w tezę Lydii.
        - Nie mam pojęcia, może to ze mną jest po prostu coś nie tak - rzuciła, po czym gwałtownie wstała, zebrała książki leżące na stoliku, spostrzegła, że do końca lunchu zostały tylko 3 minuty, przełożyła więc torbę przez ramię i ruszyła w stronę drzwi wejściowych szkoły. - Muszę iść - rzuciła na odchodne nawet nie czekając za przyjaciółką.
        - Aha! Komuś tu się chyba włączył tryb samotnika - powiedziała na głos zirytowana i jednocześnie zmartwiona zachowaniem dziewczyny.
*
Nie ignoruj swoich uczuć, nie pojawiają się bez powodu.
Nie chowaj się przed ludźmi, nie cofaj się, 
nie patrz się wstecz, podejmuj śmiałe decyzje,
to Ty tu sterem jesteś.
Nie bój się marzyć, od tego wyobraźnia.
Nie tuszuj smutku, bo gorszych wrażeń to przysporzy, 
nie uciekaj od prawdy, w końcu i tak Cię dogoni.
Nie umiesz się podnieść, nie wiesz jak, nie masz sił, 
ja to wiem.
I po to tu jestem.
Razem znajdziemy rozwiązanie, razem damy radę.
Nie bój się oczyszczenia, "jakoś to będzie".
Jakoś to będzie. 
I będzie jak w śnie, jeśli tylko pozwolisz 
Twojemu umysłowi użyć klucza otwierającego drzwi wolności.
Nie bój się działać, bezczynność pogarsza tylko Twój stan.
Wiem o Tobie więcej niż myślisz, intuicyjnie wyczuwam co czujesz.
Czytam z Ciebie jak z otwartej księgi, choć wiem, że bardzo tego nie chcesz.
Ale po to tu jestem.
Nie płacz na siłę, szkoda Twoich oczu, nie trzeba tego zupełnie.
Wyraź swoje wnętrze, pokaż kim naprawdę jesteś.
Daj sobie czas, krok po kroku, codziennie.
Nie uciekaj ode mnie, nie ignoruj mnie,
razem możemy wiele.
Po to tu jestem.
*
        - Dzisiejszy temat lekcji to "Funkcjonowanie psychiki człowieka i jej zaburzenia" - nauczycielka zapisała starannym pismem na tablicy, po czym oparła się o środek swojego biurka lustrując całą klasę karcącym spojrzeniem. Wszyscy dookoła gadali, krzyczeli, zmieniali swoje miejsce położenia nie zwracając najmniejszej uwagi na obecną już w klasie nauczycielkę.
        - Jak zapewne wiecie z poprzednich lekcji biologii za emocje odpowiadają różne struktury korowe i podkorowe mózgu - kobieta zaczęła głośno mówić, przebijając się przez powstały harmider, po chwili większość rozmów ucichła. - Silne emocje - trudne lub niemożliwe do kontrolowania - mogą prowadzić do zaburzenia życia emocjonalnego człowieka. Przykładowo silny, nie do opanowania lęk i niepokój mogą być przyczyną zaburzeń psychicznych o charakterze fobii, nerwic lub znacznie poważniejszych psychoz. Z kolei przewlekłe stany złości, wrogości czy gniewu, których człowiek nie potrafi rozładować, mogą być przyczyną agresji wobec innych, a także autoagresji - nauczycielka omawiała temat lekcji. - W rozwoju osobistym emocje... -  nauczycielka urwała jednocześnie z odgłosem pukania do drzwi. Po ułamku sekundy drzwi się otworzyły, a w progu pojawił się pewien nieznajomy. Wysoki brunet, dobrze zbudowany, na oko wyglądający na jakieś osiemnaście bądź dziewiętnaście lat. Nie ukrywam, dość przystojny.
        - Tak? - nauczycielka zmierzyła go przyjaznym wzrokiem.
        - Dzień Dobry - chłopak odchrząknął. - Nazywam się Jason Clark, jestem tu nowy. Właśnie się przeniosłem ze wschodniego Manhattanu.
        - Ah, tak - nauczycielka zreflektowała się. - Mówiono mi o Tobie. Proszę, wejdź i zajmij miejsce - powiedziała wskazując ręką wolne ławki.
        Chłopak przeszedł przez rząd pierwszych ławek i los tak chciał, że zajął miejsce nieobecnego dziś Dustina co spotkało się z natychmiastową reakcja Kate.
        - Ekhm, to miejsce jest zajęte, kolego.
        - Taa, przez jej chłopaka - rzucił uszczypliwie ktoś z klasy.
        - Chciałaby - dodała Irma, na co cała klasa zareagowała gromkim śmiechem w wyniku czego Kate zrobiła się cała czerwona ze wstydu.
        Nowy wydawał się być nieco zdezorientowany, wcale mu się nie dziwiłam.
        - Miłe przywitanie - pomyślałam. - Tu jest wolne - wykazałam koleżeńską inicjatywę wskazując mu wolne miejsce za mną. Zareagował na to serdecznym uśmiechem.
        - Dzięki - szepnął zajmując miejsce.
        - Nie ma za co - odparłam półszeptem.
        - Dobrze, czy możemy już wrócić do tematu lekcji? - zapytała zniecierpliwiona nauczycielka, po czym wróciła do dalszego omawiania tematu lekcji.
        Resztę lekcji odpłynęłam, pochłonęły mnie moje myśli. Nie ukrywam, nie łatwo było pozbyć się Dustina z głowy, ale nie mogłam już nic na to poradzić. Chciałam go przeprosić, znaczy chyba. Męczyły mnie nieco wyrzuty sumienia, nie wiedziałam co się z nim dzieje, a to z kolei wywoływało u mnie jakąś tam niepewność. Nie cierpię takich niepewności, trzymają mnie w takim nieprzyjemnym stanie psychicznym, rozpraszają, plączą się nieustannie gdzieś pomiędzy każdą myślą. Może to i dobrze, że nie miałam możliwości spotkać się z nim bezpośrednio po tamtej imprezie. Gwałtowność uczuć potrafi być bardzo błędna. Czasem wystarczy wypowiedzieć tylko o  jedno słowo za dużo i nic już nie będzie w stanie tego naprawić.
        - Przepraszam, - poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń, a potem usłyszałam ten ciepły i przyjemny dla ucha głos, odwróciłam głowę do tyłu, a moje oczy zarejestrowały postać tego nowego, - jestem Jason, - wyciągnął do mnie prawą dłoń, - dzięki za koleżeńską pomoc.
        - Lydia, miło mi, - również wyciągnęłam rękę by się przywitać. Zlustrowałam jego twarz, wydawał się być bardzo sympatyczny. Miał nietypowe brązowoszare tęczówki, w miarę jasną karnację skóry, a jego jasnobrązowe włosy były w artystycznym nieładzie. - Nie ma za co, polecam się na przyszłość - odparłam wykrzywiając kąciki ust w uśmiechu.
        - Słuchaj, mam do Ciebie małą prośbę. Trochę jeszcze się nie odnajduję w tej szkole, pokazałabyś mi gdzie jest sala od hiszpańskiego? Mam za chwilę lekcję i jak sam pójdę jej szukać to pewnie tylko pobłądzę - zaczął się śmiać z samego siebie, zawtórowałam za nim.
        - Nie ma sprawy - odpowiedziałam.
*
        - Rita, Rita! - właśnie wychodziłam z lekcji historii, kiedy usłyszałam, że ktoś mnie woła. Przed moimi oczami pojawiła się Kaitlyn.
        - Co jest? - odparłam. Dziewczyna wyglądała na ogromnie podekscytowaną. - A Ty co taka cała w skowronkach?
        - Wracam właśnie z lekcji hiszpańskiego. Wiedziałaś, że mamy nowego w szkole? Jest z Manhattanu! Taaki przystojniak! - przyjaciółka ekscytowała się.
        - Jak się nazywa? - zapytałam, gdy zrobiła przerwę w fangirlowaniu.
        - Jason, Jason... Zapomniałam nazwiska, shit - odparła zrezygnowana.
        - Clark? - zapytałam.
        - Tak! Tak właśnie! - wykrzyknęła radośnie. - Skąd wiesz? - zapytała nieco podejrzliwie czym automatycznie mnie rozśmieszyła.
        - Chodzę z nim na biologię. - moja odpowiedź wywołała śmiech Kaitlyn.
        - Niczym Edward i Bella, albo i Nora i Patch.
        - Haha, nie sądzę - również się roześmiałam.
        - Czyli, że mogę sobie go wziąć? - zapytała z oczkami małego kotka. Pokręciłam tylko głową śmiejąc się głośno.
        - Chodź już lepiej na boisko. Czas na lunch, może spotkamy go na zewnątrz. Kolega jak na razie nie odnajduje się w murach szkoły, więc będziesz mogła mu zaproponować swoją pomoc.  
*
            Jestem równolegle w dwóch czasoprzestrzeniach
            Czuję radość i smutek, czuję ból i euforię
            Oko rejestruje światło bijące od wschodzącego Słońca, czujesz to ciepło na swoim ciele, wyciągasz dłoń, by być jeszcze bliżej źródła tego niezwykle przyjemnego ciepła. Sprawia Ci to jakąś cząstkową uciechę.  Promienie Słońca delikatnie padają także na Twoją twarz, powoli osuszając łzy pozostałe na policzkach. Bierzesz głęboki oddech. Dosłownie zachłystujesz się powietrzem. Czujesz, że żyjesz. Ż y j e s z. Masz świadomość, że zostałeś obdarowany największym darem jakim można było Cię kiedykolwiek obdarować. Tym darem jest życie. Tak właśnie, życie. A Ty, zostałeś obarczony odpowiedzialnością, by przeżyć je godnie, przysłużyć się ludzkości, ale i popełniać błędy i grzeszyć, bo człowiek to nie jest istota idealna, nigdy nią nie był. Ale przynajmniej się staraj. I trwaj w nadziei. Nigdy się nie poddawaj. Nie po to żyjesz, nie po to się rodzisz. Musisz zdobyć ten świat, rozumiesz? Nie ważne jak bardzo będzie boleć, nie ważne jak duże cierpienie będziesz musiał pokonać. Ze łzami w oczach, ale z podniesioną głową. I z uśmiechem na twarzy. Na zawsze. Rozumiesz? Masz w sobie ogromną moc, nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy! Upadasz, to jasne, każdy nie raz miewa chwile słabości, ale nie możesz zaprzestać walki, nie możesz. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele potrafisz dokonać, tylko uwierz. Uwierz w siebie, w swoje możliwości, po prostu uwierz. Niech Twoja wewnętrzna siła wraz z wiarą i nadzieją będą Twoim niezniszczalnym zaprzęgiem do walki o kolejny szczęśliwy dzień. Nie stać Cię na marnotrawienie choćby jednego dnia. Walcz, wierzę w Ciebie kochanie.
  Po prostu uwierz.
 Jeśli wierzysz, osiągniesz wszystko.
*
        Prosto po szkole skierowałam się do biblioteki publicznej. Dochodziła godzina piętnasta, drogi miasta były więc dość zatłoczone. Gdy przystanęłam na światłach popołudniowe Słońce oślepiało mnie padając wprost na przednią szybę mojego samochodu. Widząc, że zielone światło szybko się nie zapali oparłam głowę o nagłówek i podgłosiłam radio, gdyż leciała akurat jedna z moich ulubionych ballad.
        - To shut out being lonely, I get out of my head. Lost everything around me, not dealing with it well - automatycznie zaczęłam śpiewać pod nosem, po czym zamknęłam oczy i lekko bujałam głową w rytm utworu. Czułam, że wydobywające się z radia nuty tworzą wokół mnie swego rodzaju płaszcz ochronny, powoli otaczał mnie wszechobecny spokój, po chwili skupiłam całą swoją uwagę wyłącznie na piosence. - To shut out being lonely, I get out of my head. Why would you want to love somebody when... - urwałam podskakując na fotelu wystraszona odgłosem trzaskających drzwi i trąbienia kierowców stojących w korku za mną. Gdy otworzyłam oczy spostrzegłam, że do mojego auta wsiadł wysoki popielaty blondyn, zlustrował mnie obojętnym i nieco chłodnym spojrzeniem, w odpowiedzi zmierzyłam go złowrogo.
         - Jedź! - rozkazał wskazując na zielone światło. Szybko zreflektowałam się i wrzuciłam bieg by móc ruszyć. Wydawało mi się, że słyszę odgłos policyjnej syreny, odwróciłam na krótko głowę do tyłu, by zobaczyć co sie dzieję.
        - Nie oglądaj się za siebie, skup się na jeździe. Musimy ich zgubić, jedź! - rozkazał ponownie.
        Byłam bardziej niż zdezorientowana. Przyspieszyłam szybko nie chcąc mieć żadnych zatargów z policją. O co tu chodzi? Koleś wsiada niespodziewanie do mojego samochodu jak do swojego i jeszcze mi rozkazuje. Hola hola chłopcze! Wybrałeś złą osobę. Irytacja targała mną całą.
        - Hamuj się, ok? - wykrzyknęłam mu w twarz jednocześnie gwałtownie hamując, aby wjechać w jedną z dróg bocznych. Zareagował głośnym śmiechem, zmierzyłam go groźnie, a ten tylko perfidnie gapił mi się w oczy.
        - Mówisz do mnie czy do Twojego samochodu? - zaśmiał się kpiąco.
        - Wysiadaj - warknęłam.
        Cisza.
        - Wysiadaj - powtórzyłam ciszej. - Głuchy? - dodałam po chwili. Nadal cisza. Myślałam, że coś mnie trafi w tym samochodzie. Dopiero co go poznałam, a już go nienawidziłam. Ciszę przerwało głuche echo policyjnej syreny.
        - No kurwa! - zaklął ze złości uderzając dłonią w kokpit.
        Przez moment trwał w zamyśleniu, po upłynięciu paru sekund usłyszałam jak odchrząkuje jakby chciał coś powiedzieć. Ruszyłam ponownie zanim zdążył cokolwiek z siebie wykrztusić. Jechałam przed siebie nie oglądając się w jego stronę.Zbliżaliśmy się do skrzyżowania od którego blisko było do obrzeż miasta. Dobrze wiedziałam, że nie mogę wyjechać poza miasto, bo wtedy na pewno nas złapią. Wzięłam głęboki oddech, dodałam gazu i w ostatniej chwili kiedy należało skręcić silnie zahamowałam i wykręciłam kierownicą samochód w przeciwną stronę. Następnie ponownie dodałam gazu i ruszyłam z piskiem opon do przodu. Policyjny wóz jeszcze zakręcał, miałam parę sekund do przodu. Ponownie przyśpieszyłam bacznie obserwując w bocznym lusterku gdzie aktualnie znajduje się policja.
        - Skręć w lewo! - poinstruował, o dziwo przyjaźniejszym tonem. Zrobiłam jak powiedział, nadal jechałam szybko, w lusterku powoli znikał pojazd policyjny. - Teraz tu - wskazał ręka jedna z bocznych ulic. - Zgubiliśmy ich - oznajmił po kilku minutach spoglądając w boczne lusterko po jego stronie.
        - Oby - skwitowałam krótko nie łapiąc z nim kontaktu wzrokowego. W tym momencie tępo wpatrywałam się na drogę i budynki przed nami. Wyjęłam telefon z kieszeni spodni i głośno westchnęłam widząc, że straciłam prawie godzinę czasu. - I biblioteka poszła się.... - nie dokończyłam zdania, by nie przeklinać. Czułam na sobie jego wzrok, jednak nadal wsłuchiwałam się tylko w ciszę panującą w aucie.
        Odchrząknął.
        - Sprzedawałem dragi na ulicy, gliny to przyuważyły i zaczęły się pluć, a że to nie pierwszy raz chcieli mnie zgarnąć do paki. Nie mam czasu na więzienie ani nic w tym rodzaju, znają mnie tam i tak już nazbyt dobrze, więc sama widzisz, że to było konieczne. W każdym bądź razie przepraszam i dziękuję zarazem - wybełkotał po czym zamilkł gapiąc sie w boczną szybę.
        Odpowiedziałam milczeniem.
        - Chciałabym się naćpać fenyloetyloaminą - odparłam po chwili odwracając  się w jego stronę i opierając głowę o zagłówek.
        - Przecież nie ma fenyloetyloaminy w czystej postaci - stwierdził. - Poza tym, nie lepiej iść na siłownię albo coś w tym rodzaju? Endorfiny w naturalnym wydaniu - dodał.
        - Nie - odparłam rzeczowo.
        - I tak bym Ci nie dał narkotyków - powiedział nagle.
        - Bo? - zapytałam nieco podirytowana jego nagłym przypływem moralności.
        - Bo nie dam Ci się uzależnić od tego gówna - odpowiedział nieco ostrzej niż poprzednio.
        - Czyżby przejawy ludzkiej empatii? - rzuciłam chłodno. Zignorował moje nieco kąśliwe pytanie.        
        Westchnęłam głośno. Znów zapanowała między nami cisza.
        - Wysiadasz? - zapytałam wreszcie.
        - Nie wspominałaś czasem coś o bibliotece? - odpowiedział pytaniem.
        - Mhm.
        - Mogę jechać z Tobą? - zapytał.
        - Ty czytasz książki?
        - Nawet jeżeli wyglądam to nie jestem przykładem wtórnego analfabetyzmu - zripostował. Zastanawiałam sie czy było to bardziej żartem czy na poważnie.
        - Oh, nie o to mi chodziło. - jakby zrobiło mi sie głupio. Chyba spostrzegł, że poczułam się niezręcznie, bo lekko wykrzywił usta w półuśmiechu i zapytał:
        - Nieważne. Jedziemy?
        W odpowiedzi pokiwałam głową, po czym odpaliłam samochód. 
        Jeszcze przed chwilą ścigała mnie policja, a teraz jadę do biblioteki z agresywnym handlarzem narkotyków. Wiem, że jestem pełna sprzeczności, ale fakt, iż nie czułam żadnego strachu ani nic w tym rodzaju w pewien sposób zadziwiało mnie samą. A może to po prostu odporność na wszelkie mieszanki emocji wypracowana przez lata?
        Drogę do biblioteki pokonaliśmy w niecałe 10 minut, zaparkowałam na placu przy bibliotece po czym wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy sie do drzwi wejściowych budynku. Nagle blondyn zniknął mi z pola widzenia. Po chwili znów się pojawił, tym razem z mała różą w ręku.
        -  Dla pięknej Pani - wręczył kwiatka obdarowując mnie uśmiechem typowego łobuza. Wywołało to u mnie gromki śmiech. - No co? - śmiał się nieco zdezorientowany moją reakcją. 
        - Pełne sprzeczności - usłyszałam jakieś głuche echo w mojej głowie.
        - Wszyscy jesteśmy pełni sprzeczności, po prostu czasem brak nam o tym świadomości - pojawił się kolejny głos w mojej głowie.
        - Nie nic, wszystko w porządku. Idziemy? - wskazałam głową na wejście do biblioteki. Pokiwał głową, więc ruszyliśmy w kierunku drzwi.
        W bibliotece przesiedzieliśmy niecała godzinę. Wbrew mojemu pierwszemu wrażeniu chłopak okazał się sympatyczny na swój sposób, nie był może grzecznym chłopcem, ale dobrych cech w pewnych kwestiach zdecydowanie mu nie brakowało. Gdy opuszczaliśmy bibliotekę na dworze Słońce powoli kierowało się ku zachodowi, a temperatura powietrza minimalnie się obniżyła.
        - Tak w ogóle to mam na imię Dave. Z tego wszystkiego nie przedstawiłem się Tobie - wykrzywił kąciki ust w półuśmiechu.
        - A ja jestem Rita Lydia. Mów jak wolisz, mi bez różnicy - zawtórowałam uśmiech za nim. Pokiwał głową.- Odwieść Cię gdzieś? - zaproponowałam.
        - Jeśli możesz - odpowiedział, po czym podał numer ulicy.
        - Następnym razem ja Cię odwiozę.
        - Trzymam za słowo - ponownie się uśmiechnęłam, po czym odpaliłam silnik.
        - Nie palimy w aucie. - powiedziałam pół żartem, pół serio widząc, że odpala papierosa, po czym zabrałam mu go z ust i sama wzięłam bucha.
        - A Ty to niby możesz - powiedział głośno się śmiejąc.
        - Kierowca może wszystko - powiedziałam, a dopiero po chwili uświadomiłam sobie, iż było to nieco prowokujące.
        - Ludzie lubią tracić kontrolę nad swoim umysłem, oddawać się wewnętrznemu instynktowi. Nie martw się - odezwał się ponownie buntowniczy głos w mojej głowie.
        - Oj kusisz młoda, kusisz. Mrr... - udał odgłos kota. Doszłam do wniosku, że chyba lubił się ze mną droczyć.
        - Młoda? - zapytałam wypuszczając dym z ust.
        - Właśnie tak - puścił mi oczko na co zaśmiałam się gromko, w wyniku tego zakrztusiłam się dymem papierosa. Wykorzystując okazję zabrał mi fajkę z ręki i sam się nią zaciągnął, nadal nie niknął mu uśmiech z twarzy. Pokręciłam głową i wrzuciłam bieg, by ruszyć z parkingu. Cały czas chichotałam pod nosem.
        Wierzysz w to co widzisz, prawda?
 *
        Popijając jeszcze parującą kawę przeglądałam lokalną gazetę. Dzisiejszego dnia miała się odbyć tak bardzo przez wszystkich wyczekiwana wycieczka szkolna z okazji pierwszego dnia wiosny. Wiązałam z tym wyjazdem głównie pozytywne myśli, tliła się jednak gdzieś tam w głębi mnie jakaś niepewność, wątpliwość. Szkolne wyjazdy bowiem są albo stuprocentowo udane albo okazują się totalną klapą. Zdecydowanie pragnęłam by miejsce miała ta pierwsza. Nastawiałam się naprawdę na miło spędzony dzień, nie chciałam by ktoś niemądry i chyba zbyt znudzony własnym życiem, by uprzykrzać innym osobom życie, zepsuł mi wyjazd na którego czekałam z tak wielką niecierpliwością.
        Wbrew pozorom nie jestem aspołeczna. 
        Gdy na zegarze kuchennym pojawiła się 8:00 leniwie spakowałam torbę, pożegnałam się z rodzeństwem i zakluczyłam drzwi. Wsiadłam do auta i głośno włączyłam ulubioną składankę piosenek, która zawsze miała za zadanie wprawić mnie w pogodny nastroić. Pierwsze na mojej playliście było "Can't Fight The Moonlight" LeAnn Rimes, po chwili śpiewałam już razem z wokalistką. Po upłynięciu jakichś 10 minut byłam już pod szkołą. Założyłam okulary przeciwsłoneczne na włosy i skierowałam się w stronę drzwi wejściowych przed którymi miało być miejsce zbiórki. Na miejscu stały już dziewczyny, nasi wspólni znajomi, szkolna elita, ale i ku mojemu zdziwieniu sam Dustin. Gdy tylko go dostrzegłam przeszedł mnie gorący dreszcz. Spojrzał na mnie krótko obojętnym wzrokiem, ponownie wróciły do mnie wszystkie wyrzuty sumienia, wzięłam jednak po chwili głęboki oddech i przysięgłam sobie w myślach, że nie pozwolę się dzisiaj zdołować żadnym myślom, a tym bardziej osobom. Nie jestem przecież winna całemu złu na świecie. Basta.
        Pierwsze na drodze była wizyta w Galerii Sztuki. Lubię sztukę, ale tym razem miałam większą ochotę na wyłączenie się i zatopienie się w dźwiękach ulubionych wykonawców aniżeli na zwiedzanie. Po około dwóch godzinach skierowaliśmy się do autokaru, wszyscy w autobusie z powrotem siadali na swoje miejsca. Siadając na fotel, nagle odłączyły mi się słuchawki od telefonu w wyniku czego w autobusie na moment rozbrzmiało "Love me" Justina Biebra, Irma żartobliwie zaczęła śpiewać fragment tej piosenkę. W wyniku tego "królowa" Kate zabrała głos: 
         - A kto tu słucha tego pożal się Boże pedałka? - zapytała chichocząc. Zignorowałam jej głupią odzywkę. Irma spojrzała na mnie znacząco. 
            - Irma, możesz jej zakleić buzię, proszę? - odparłam zirytowana do przyjaciółki.
         - Jak masz kochanie coś do powodzenia to mów głośno, a nie burczysz pod nosem - zwróciła się do mnie kpiącym tonem. Zmierzyłam ją wzrokiem. 
        - Nie mówię do byle kogo - powiedziałam nie wiele myśląc. Udała, że się śmieje. 
        - A ja nie słucham byle gówna - zripostowała. 
        - Faktycznie, dużo tracę słuchając tego pozbawionego melodii i rytmu techno - odgryzłam się. - Dwa do zera, koleżanko - powiedziałam nieco głośniej niż miałam to w planach. Cześć osób w autobusie zaczęła się śmiać. - Ups... - dodałam, po czym wróciłam do słuchania muzyki.
         To co masz teraz może nie być tym ostatecznym, tym prawdziwym, rozejrzyj się… on może być bliżej niż myślisz. 
        Następnym i jednocześnie ostatnim punktem wyjazdu miał być pobyt w kompleksie rozrywkowo - wypoczynkowym nad jeziorem położonym w niedalekich okolicach. Do dyspozycji mieliśmy park wodny, kręgielnię, boisko do gry w tenisa i kilka innych gier zespołowych. Na początku skierowałyśmy się z dziewczynami trochę popływać i poplotkować w jacuzzi, następnie przerzuciłyśmy się na kręgielnie, po upływie dobrej godziny opuściłam je informując, że idę chwilę odpocząć oraz napić się czegoś i trochę poczytać.
        Siedziałam w restauracji sącząc kakao. Zesztywniałam, gdy zauważyłam, że Dustin odsuwa krzesło przy moim stoliku i siada na przeciw.
        - Czyli co, naprawdę lubisz tego Biebera - zagaił.
        - No tak, a co? - spytałam zdezorientowana.
        Amplituda między temperaturą kubka a moich dłoni nagle silnie wzrosła. Zignorowałam to.
        - Nie, nic - pokręcił delikatnie głową i obdarował mnie zawadiackim uśmiechem.
        Zapanowała miedzy nami cisza, przerwałam ją pytaniem:
        - Przysłała Cię tu Kate? - klepnęłam niezbyt mądrze. W myślach walnęłam sie w czoło.
        Przyjrzał mi się badawczo. Trwaliśmy przez moment w ciszy. Przerwała nam kelnerka, która przyszła się zapytać czy Dustin coś zamawia. Też zamówił kakao. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Miałam to traktować jako zwykły zbieg okoliczności, prawda?
        - Moja babcia robi najlepsze na świecie, no ale! - przyłożył rękę i udał, że szepcze.
        Pokręciłam głową i upiłam łyk.
        - Wracając do Twojego pytania - zaczął.
        - Nie, nie przyszedłem tu z rozkazu Kate. Ona mi nie rozkazuje. My się nawet nie kumplujemy, ani nic z tych rzeczy - oznajmił jakby ostrzejszym tonem, a może tylko mi się wydawało? Znów ogarniały mnie niepewności.
        - Nie? Z boku wygląda to inaczej.
         - Czyżby? - zapytał mnie, a może siebie?
        Spojrzałam mu prosto w oczy. Do tej pory unikałam jego wzroku. Znów zapanowała cisza.
        - Jesteś Belieber? - zapytał nagle.
        - W sumie to tak.
        - Długo? - drążył temat.
        - Od rozwo... od 2010 - zreflektowałam się szybko nie chcąc zdradzać mu szczegółów dotyczących mojej rodziny. Zawsze w ten sposób odpowiadam na to pytanie, ale dla niego to było za dużo. Nie chciałam się z nim dzielić aż takimi intymnymi sprawami.
        - Rozwodu, - zaczął, a ja poczułam, że robi mi się gorąco albo coś w tym guście, - Twoich rodziców?
        Przeklnęłam w duchu. On ma wbudowany jakiś dodatkowy zmysł, że domyślała się każdej rzeczy? Nie ma niczego co by umknęło jego uwadze? Beznamiętnie pokiwałam głową.
        - Tak, od końcówki 2009. Jestem - pokazał cudzysłów- z nim od początku, prawie. Odwróciłam głowę w bok. Tamten czas nie był dla mnie dobry. Nie chcę go wspominać, nigdy więcej.
        - Też przeżyłem rozwód rodziców. - powiedział cicho.
        - Nie potrzebuję litości. - nieświadomie rzuciłam oschle odwracając wzrok.
        - Oh, tu jest nasza królewna! - rzuciła ze sztucznym entuzjazmem. - Duss, wszystko w porządku? Nic Ci nie zrobiła ta luzera? - zapytała go królowa świty, Kate.
        Dustin zmierzył ją chłodno, ale nic nie powiedział.
        "Czemu?" Wykrzyknęłam w myślałam i natychmiast podniosłam się z krzesła.
        - Pa, Duss - sparodiowałam Kate i skierowałam się z kierunku wyjścia nie czekając dłużej na reakcję Dustina. Pożegnały mnie śmiechy plastików i jego milczenie. Nagle poczułam, że oczy nieco mi się zaszkliły. Co ta dziewucha się tak mnie uczepiła? Ugh.
         Minęłam kręgielnię, wyszłam z budynku i usiadłam na schodach wejściowych. Wyjęłam telefon z torby i włączyłam jedną z radosnych piosenek na mojej playliście, by sztucznie wymusić uśmiech na swej twarzy.
Jeśli przeczytałaś/przeczytałeś ten rozdział proszę zostaw po sobie ślad w formie komentarza. Dzięki!
Klaudia x

18 komentarzy:

  1. ❤️❤️ Czekam na kolejny!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Siemson niecierpliwcu! Hahaha, w końcu komentuję chociaż o dziwo nie zajęło mi to prawie miesiąca tak jak zazwyczaj, lols. Okioki, co do nowego rozdziału - już Ci pisałam, że mi się podoba ale wiem, że lubisz to czytać, więc PODOBA MI SIĘ haha. Najpierw trochę od tej złej strony - "Nią", "Ty", "Ciebie", "Pani" i tak dalej powinno być z małej, bo to jest opowiadanie a nie list ;) Trochę też wzięłaś nas z zaskoczenia, bo nagle z trzecioosobowej narracji przeszłaś na pierwszoosobową - mogłaś to jakoś zaznaczyć ale z drugiej strony w sumie nie jest to potrzebne. Gdzieś wyłapałam literówkę, ale teraz oczywiście jej nie widzę - normalka. A! Nie podoba mi się wyrażenie "luzera", jest tak dziwnie spolszczone. Musisz jeszcze poprawić zapis dialogów i będzie dobrze. A teraz moment na fangirl ASDFGHJKLASDFGHJKL;ASDFGHJKL chodzi mi o scenę z Lydią i Justinem, a raczej Dustinem, gdy ten pyta się o to czy jest Belieber. Nie wiem dlaczego ale cholernie mi się to podobało, takie naturalne, trochę zabawne zważywszy na fakt, że wiem kim jest Dustin i na jego miejscu śmiałabym się w sobie z tej sytuacji. Pisałam Ci, że podoba mi się postać Lydii, bo jest walnięta, dynamiczna, ale gdy wczoraj zaczęłyśmy o tym gadać trochę o tym myślałam i może faktycznie czasami jest jak drama queen, ale to nie ujmuje jej postaci absolutnie niczego. Bylebyś tylko nie zrobiła z niej Marysi Zuzanny! ;) Nie wiem czemu jesteś taka krytyczna ale patrząc na calutki rozdział - był dobry. Wszystko jest spójne, łatwo się czyta, prześlizguje pomiędzy wątkami, uwielbiam język jakim operujesz i jakie opisy tworzysz. Mam tylko nadzieję, że nie będziesz robiła więcej takich przerw ;) Oki, to chyba tyle jak sobie przypomnę coś jeszcze to na pewno się odezwę. Buziole!!! xx
    Di.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! Czekałam na rozdział i się doczekałam. Czemu Duss nie obronił jej?!

    OdpowiedzUsuń
  4. matkoo, wiesz jaka jestem beznadziejna w komentowaniu? nawet nie potrafię ubrać w słowa swoich myśli, żeby to miało jakiś logiczny sens.
    cóż, w każdym razie JARAM SIĘ. jaram się sceną kakao-dustin/justin-lydia omnomnomnomnom
    i chciałabym poznać jakiegoś zaczytanego dilera któremu pokazałabym moje zajebiste zdolności kierowcy ahah (chyba przestane blokować drzwi od środka, jak będę prowadzić samochód).
    mówiłam ci już że uwielbiam twoje teksty, prawda? a jak nie, to mówię: uwielbiam twoje teksty i wszystko co piszesz.
    nigdy w życiu nie użyłabym niektórych takich słów jak ty (i to jest komplement, bo przecież ja przy tobie to jak gimbus przy studencie - jeśli chodzi o styl pisania).
    tak jak napisałaś na samej górze, nie będę się czepiać literówek i innych takich skoro mówisz że jeszcze je poprawisz.
    zabiję cie jak znowu zrobisz TAKĄ przerwę bo znowu zapomne co sie działo!

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne ♥
    zapraszam Cię serdecznie - http://tylko-badz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. masz super blog zapraszam do mnie - http://tyijanazawsze.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  7. Zajebisty tylko czemu tak długo nie dodajesz rozdziałów?
    Czekam nn <3
    http://heartbreaker-justinandmelanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i przepraszam zarazem, ale to przez szkołę, jestem w klasie maturalnej, w ten weekend nowy rozdział będzie na 100% :)

      Usuń
  8. Świetny! Wybacz, ze komentuje tylko ten rozdział, ale czytałam wszystkie po kolei jak najszybciej :-P świetny pomysł!

    @friendlybeth
    www.whenever-jbff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałabyś dać do oceny swojego bloga? http://ocenialnia-blogow-gwiazdka.blogspot.com/ serdecznie zapraszam, dopiero zaczynamy :)
    Przepraszam za spam :D

    OdpowiedzUsuń
  10. O MÓJ BOSZ.... JAK TY PIĘKNIE PISZESZ
    PS. zapraszam do mnie http://nie-mozesz-pojsc-do-lozka-bez.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam do mnie zajfajny blog + http://vampirepeopleninadobrev.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej :) Zapraszam do naszej ocenialni: http://ocenialniablogowa.blogspot.com/ Chętnie ocenimy Twojego bloga, dowiesz się, co sądzą o nim inni :) Serdecznie zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  13. ,, Nazwiemy się... hmm. The Champions"
    KTO DOŁĄCZYŁ DO PACZKI JUSTINA?
    CZY SIĘ SPRAWDZI?

    Dowiesz się czytając najnowszy rozdział 13: http://never-go-away.blogspot.com/ :3 :D

    OdpowiedzUsuń
  14. SUPER !!!! CZEKAM NA NEXT !!!! :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja chcę już kolejną część xD Długo szukałam jakiejś fajnej bluzy z Justinem i znalazłam taką, ekstra się nosi! http://loveitshop.pl/justin-bieber-tattoo2

    OdpowiedzUsuń