sobota, 1 sierpnia 2015

8. Mętlik.



Jeśli tu jesteście i czytacie moje wypociny, dajcie proszę znać! :)
Z góry dzięki!     
    

Czasami dochodzisz to takiego momentu, że niewiele już Cię obchodzi. Docierają do Ciebie wszystkie te emocje i uczucia, ale Ty pozostajesz w tym samym miejscu, po prostu.
            Wdech, wydech, wdech, wydech. Cieszyłam uszy głuchą ciszą, która panowała w moim pokoju. Leżałam swobodnie na łóżku z zamkniętymi oczami, klatka po klatce analizując parę ostatnich dni. Najpierw sprzeczka z Dustinem, potem zaginięcie George'a i jeszcze te nagłe pojawienie się Ricka. Na dodatek wątek z Dave'em... Chyba za dużo jak na mnie.
            Westchnęłam głośno.
            Nie potrafię odnaleźć prawidłowej drogi. Nadal się gubię, nieustannie trafiam na ślepe uliczki, niemądrze wybieram ciemne, boczne ulice. I zbyt dużo myślę, tak to jeden z moich największych błędów, co gorsza nie potrafię go nijak wyplenić. Nie poddaję się, gram dalej, ale pełno we mnie niejasności, niepewności. To tak irytujące. Potrzebuję kogoś kto byłby dla mnie kompasem, wskazały właściwy kierunek, doradził... Kogoś więcej niż przyjaciela. Potrzebuję totalnej przemiany, pewnego rodzaju uzdrowienia i odnowy. Odkreślenia grubą krechą przeszłości, czytaj mój największy błąd numer jeden. Nieustannie spoglądam wstecz, wracam do pewnych zdarzeń, rozpamiętuję... I niby wiem, że takie postępowanie jest bezsensu, jednakże coś w głębi mnie sprawia, że brnę w to głupstwo. I nie potrafię przestać. Pochopna i strasznie krytyczna ocena, czyli największy błąd numer trzy. Niby brak we mnie jakichkolwiek stereotypów, uprzedzeń i tym podobne, ale coś sprawia, że pewną grupę ludzi oceniam z góry i to bardzo krytycznie. Chyba wszystko dlatego, że boję się krytyki z ich strony i słów wypowiadanych za moimi plecami, bardzo złe myślenie. Mam tego świadomość i...
            Mój wewnętrzny monolog przerwało pukanie do drzwi. Niechętnie otworzyłam oczy, po czym zmieniłam pozycję na siedzącą.
            - Mogę? - George wychylił głowę zza drzwi.
            - Tak, jasne! Siadaj - uśmiechnęłam się do niego. - Co jest, młody?
             - Masz może ochotę na spacer? Chciałbym pójść na plac zabaw - uśmiechnął się do mnie promiennie.
            - Czemu nie - odparłam, po czym wykrzywiłam usta w półuśmiechu.
            - Super! To ja idę się ubrać - wykrzyknął wesoło malec.
            - Dołączę do Ciebie zaraz! - krzyknęłam, kiedy braciszek opuścił już mój pokój.
             Opadłam lekko na poduszkę i ponownie westchnęłam.
            " Czas wziąć się w garść, Williams." - zabrzmiało w mojej głowie.
            " To trudniejsze, gdy nie ma się z kim." - odpowiedziałam sama sobie, po czym wstałam z łóżka. Sięgnęłam po bluzę z szafy, zabrałam telefon z biurka i zeszłam po schodach na dół.
            George czekał już ubrany, widocznie się niecierpliwiąc. Założyłam trampki na nogi i wyszliśmy z mieszkania.
            Na dworze przywitał mnie przyjemny powiew wiatru. Szliśmy z George'm powolnym krokiem. Obserwowałam gałęzie drzew, które delikatnie kołysał wiatr. W niecałe dziesięć minut dotarliśmy na plac zabaw. Mały pobiegł do swoich kolegów, a ja usiadłam na ławce. Nadal nie mogłam wyrzucić z głowy wspomnień z minionego wyjazdu szkolnego.

            - Boję się - nagle przerwałam ciszę.
            - Boisz się? - powtórzył za mną.
            - Jestem pełna lęków i niepewności. I chyba już sama nie wiem czego chcę... chociaż to może przez te widzenie braku jakiegokolwiek sensu w prawie wszystkim.
            Chłopak głośno westchnął. Chociaż chyba to było bardziej jękniecie.
            - Oh, brzmi, aż za bardzo znajomo - powiedział ledwo słyszalnie.
            - Słucham? - zapytałam zaskoczona, po czym nagle odkaszlnęłam, bo zaschło mi w gardle.
            - Nie jesteś sama - powiedział nieco głośniej, po czym odwrócił wzrok, jakby bał się, że wyczytam z jego oczu całą prawdę o nim.
            Między nami znowu zapanowała cisza.
            Poczułam się nieco niezręcznie, ale nie zamierzałam jej przerywać. Nie chciałam wyjść na nachalną, jeśli nie chce kontynuować danego tematu, nie będę naciskać.
            - Pójdę już - powiedział po dłuższej chwili. - A Ty połóż się, odpocznij. To Ci dobrze zrobi - podniósł się z miejsca i pożegnał mnie obojętnym wyrazem twarzy. Tak bardzo czułam, że pod tą maską obojętności kryje się milion nadprogramowych emocji.
            Czując, że nadal mi tak źle psychicznie, posłuchałam rady Dustina i po niespełna pięciu minutach wstałam z ławki, udając się do naszego domku. Kiedy już weszłam do środka pierwsze co zrobiłam to wyłączyłam telefon ignorując kilka bądź kilkanaście powiadomień, wiadomości i nieodebranych połączeń, po czym wzięłam szybki prysznic, a potem z muzyką w uszach próbowałam walczyć z bezsennością...

            Wyraźnie słyszalny śmiech George'a w tle przerwał moje rozmyślania. Spojrzałam na małego brata, był taki uradowany. W pewnym sensie zazdrościłam mu tej dziecięcej beztroski, też bym tak chciała...
            Po około godzinie zaczęliśmy zbierać się do domu. Dochodziło wpół do dziewiętnastej.           
            - Co zrobimy na kolację? - zapytał nagle chłopiec.
            - A na co masz ochotę, skarbie? - odpowiedziałam pytaniem.
            - Może by tak tosty! - zaproponował.
            - Świetny pomysł, ale w takim razie musimy wpaść do sklepu po trochę sera i chleb tostowy - odparłam uśmiechając się do malca. Odwzajemnił uśmiech.
            Do najbliższego supermarketu mieliśmy zaledwie parę kroków. Gdy weszliśmy do środka od razu skierowaliśmy się do działu z nabiałem. Na chwilę zamyśliłam się, nie pierwszy to juz raz dzisiejszego dnia zresztą, a kiedy odwróciłam się w stronę brata, ten zniknął mi z pola widzenia. Od razu serce zaczęło mi szybciej bić. Obejrzałam się jeszcze raz dookoła, ale nigdzie go nie widziałam. Zrobiłam obchód po najbliższych działach, ale nigdzie go nie było. Poczułam, że robi mi się niedobrze z nerwów. Przyśpieszyłam kroku i zaczęłam rozglądać się dookoła. Chciałam skręcić do następnej półki, kiedy nagle wpadłam na kogoś. Spojrzałam i od razu poczułam jak zaczynać płonąć ze wstydu.
            "Ile razy jeszcze będę tak wpadać na tego człowieka?" - krzyczała moja podświadomość.
            - Rita, hej - odparł zdezorientowany.
             - Cześć, Dustin.
            - Wszystko okej? Wyglądasz na zdenerwowaną.
            - Em, nie, wszystko w porządku, tylko chyba jestem zbyt nieobecna na opiekowanie się bratem - zmieszana opuściłam głowę w dół.
            - Znowu zgubiłaś George'a? - na jego twarzy pojawiło się rozbawienie.
             - Tak jakby - wybełkotałam.
            Zaśmiał się, na co skarciłam go wzrokiem.
            Chłopak odchrząknął i powiedział:
            - Przepraszam, to było nie na miejscu. Mały na pewno zaraz się znajdzie, może po prostu zainteresował go któryś z działów i... O! Chyba niewiele się myliłem - odparł.
            Odwróciłam się do tyłu, po czym spostrzegłam roześmianego malca idącego w moją stronę ze sporej wielkości lizakiem w ręku.
            - Rita! Patrz, jaki duży lizak, i to w kształcie minionka! - zawołał rozradowany. Jego uśmiech stał się jeszcze większy, kiedy dostrzegł stojącego obok mnie Dustina. Z wielkim uśmiechem na ustach przywitał się z chłopakiem.
            - To my już będziemy lecieć, pa Dustin - odparłam. Jestem pewna, że na policzkach miałam czerwone wypieki ze wstydu. Wzięłam brata za rękę i odeszłam szybko w swoją stronę. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Nie dość, że czułam się niezręcznie przez tą naszą "szczerą" rozmowę, to teraz jeszcze to. Brawo, Williams.
            Po niecałych dwudziestu minutach byliśmy już w domu. Po kolacji wróciłam do mojego łóżka. Jakoś nie miałam chęci na nic innego. W między czasie przypomniało mi się, żeby jeszcze zadzwonić do Mary, która była u przyjaciółki na noc. Nie odbierała jednak, więc postanowiłam, że zadzwonię jutro z samego rana. Po telefonie do siostry poszłam przeczytać coś bratu przed snem, a kiedy mały już zasnął po cichu wróciłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic i przebrana w piżamę weszłam pod kołdrę. Wtuliłam się w poduszkę i zamknęłam oczy próbując zasnąć.
            Prawie już zasypiałam, kiedy zadzwonił mój telefon. Nie otwierając oczu sięgnęłam po telefon do szafki nocnej.
            - Halo. Mary? - powiedziałam do telefonu będąc przekonana, że siostra oddzwania.
            - Nie, to ja, Rita - usłyszałam głos Dave'a w słuchawce, po czym natychmiast zrobiło mi się niedobrze, znacznie bardziej niż dzisiaj w sklepie.
            - Nie spojrzałam na wyświetlacz, myślałam, że to moja siostra - rzuciłam krótko.
            - Oh, to dlatego odebrałaś - dało się usłyszeć żal w jego głosie. Aż coś mnie zakuło w środku.
            - Tylko nie wywołuj u mnie poczucia winy - powiedziałam nieco oschle.
            - Nie to miałem w zamiarze - tłumaczył się. - Chciałem porozmawiać - dodał ciszej.
            Znowu coś mnie zakuło w sercu. Westchnęłam, czując, że łzy powoli zaczynają mi się gromadzić pod powiekami.
            - Więc słucham - rzuciłam niby obojętnie.
            - Ekhm, wolałbym w cztery oczy.
            - Ale ja już niekoniecznie - kontynuowałam obojętny ton, który miałam wrażenie blokował wypłynięcie łez na wierzch.
            - Rita, proszę Cię... - powiedział łamiącym się głosem.
            Milczałam przez chwilę walcząc ze wspomnieniami.
            - Dave, co Ty tak naprawdę ode mnie chcesz, co? - nieco podniosłam ton.
            - Zależy mi na Tobie... Bardzo. I - zająknął się na moment - nie chcę Cię stracić - jego ton był wręcz błagalny.
            Łzy nie pozwoliły mi odpowiedzieć. Pośpiesznie je wytarłam, ale te nie chciały przestać lecieć.
            - Rita, jesteś tam? - zapytał smutnym głosem.
            Niechcący zaszlochałam do telefonu, natychmiast mentalnie walnęłam siebie w policzek.
            - Czy Ty płaczesz? - zapytał. Był taki przejęty.
            - Nie - zaprzeczyłam, ale mój głos zdradzał wszystko.
            - Pozwól mi to wszystko naprawić - wyszeptał do telefonu.
            Łzy spływały mi po policzkach. I najgorsze było to, że potrzebowałam tej bliskości drugiej osoby, ale przy Dave'ie coś mnie blokowało i w ogóle miałam tyle wątpliwości co do jego osoby. Nie wiedziałam czy chcę się z nim wiązać. W zasadzie mało co wiedziałam.
            - Jutro, wieczorem. Przyjdź do mnie - coś mnie tknęło, żeby dać mu szansę chociaż na rozmowę w cztery oczy. Powiedziałam i rozłączyłam się natychmiast.
            Chyba sama nie wiedziałam jak postępować...

*
            Dochodziła dwudziesta, a ja nerwowo popijałam kawę siedząc w kuchni przy stole. Patrzyłam na zegar umieszczony na przeciwległej ścianie, kiedy nagle zabrzmiał dzwonek wstałam z krzesła, odstawiłam kubek z resztką kawy do zlewu i udałam się do przedpokoju, po czym wzięłam oddech i otworzyłam drzwi. W progu stał Dave z zatroskanym wyrazem twarzy.
            - Wejdź - rzuciłam unikając jego wzroku.
            Przeszliśmy do kuchni.
            - Chcesz coś do picia? - zapytałam.
            - Może być kawa - powiedział cicho.
            Wstawiłam wodę na kawę, po czym usiadłam obok niego przy stole.
            - Więc o czym chcesz rozmawiać? - zaczęłam widząc jaki jest spięty.
            - O nas.
            - O nas? - skrzywiłam się. - Jakie nas?
            - Przepraszam, źle się wyraziłem. O Tobie i o mnie - poprawił się. - Zależy mi na Tobie, bardzo. Wiem, że wiele przeszłaś i naprawdę nigdy nie chciałem Cię skrzywdzić, Rita - spojrzał mi w oczy, a mnie coś zakuło w sercu. - Myślałem, że też chcesz tej bliskości, i... - przełknął ślinę - myślisz o mnie w ten sam sposób w jaki ja myślę o Tobie... - spojrzał na mnie pytającym wyrazem twarzy, ale ja milczałam.
            Nagle delikatnie dotknął moich palców dłoni. Natychmiast je odsunęłam od niego.
            - Znowu to robisz - powiedziałam surowo.
            - Wybacz - odparł ze skruchą. - Po prostu czuję, że też tego chcesz, tylko coś Cię blokuje.
            - Zmuszanie kogoś do czegoś nie jest najlepszą drogą - powiedziałam oschle.
            "A zresztą... gdybym ja wiedziała czy tego chcę." - zaśmiałam się gorzko w myślach.
            - Przecież wiesz, że nie chce Cię do niczego zmuszać - tłumaczył się.
            Nic nie odpowiedziałam na to.
            Usłyszałam dźwięk gotującej się wody, dlatego wstałam z miejsca, sięgnęłam z szafki dwa kubki i pojemnik z kawą. Wyjęłam jeszcze z lodówki mleko. Kiedy kawa była już gotowa ponownie zajęłam swoje miejsce przy stole, podając chłopakowi jego kubek z kawą.
            Westchnęłam, po czym wzięłam łyk kawy. Następnie spojrzałam Dave'owi w oczy i momentalnie tego pożałowałam. Jego oczy były takie zasmucone... Cokolwiek do niego czułam bądź nie czułam ciężko było mi patrzeć na niego w takim stanie.
            - Nie jestem w stanie znieść tego Twojego pospiechu, nie umiem tak - po dłuższej chwili milczenia udało mi się powiedzieć coś w miarę sensownego.
            - Oh, rozumiem. Nie musimy sie nigdzie śpieszyć, no i...
            Nie dałam mu dokończyć.
            - I krępuje mnie bliskość, dlatego nie do przyjęcia dla mnie jest, żebyś po dwóch, trzech tygodniach znania się dotykał tak swobodnie mojego ciała - mówiłam nie patrząc mu  w oczy.
            - Wtedy... - zaczął - nie miałem nic złego na myśli, uwierz... Szanuję Cię - bronił się.
            - Mhm...
            Nastała między nami cisza juz któryś raz z kolei.
            - Nie chcę nalegać, więc może przemyśl to sobie i zadzwoń do mnie na przykład jutro albo pojutrze, dobrze? - zapytał łagodnie.
            W akcie odpowiedzi niechętnie pokiwałam głową.
            - Odprowadzę Cię do drzwi - rzuciłam.
            - Okej.
            Podnieśliśmy się z miejsca i skierowaliśmy do drzwi wyjściowych. Niechcący spojrzałam mu w oczy, nadal miał je takie smutne.
            - Hug? - zaskoczyłam sama siebie. Współczucie czy jednak coś więcej? Ugh, zaraz kopnę siebie w tyłek za ten nadmiar empatii. Co ja kurwa robię?!
            - Tak bardzo Ciebie pragnę - wyszeptał mi do ucha.
            Chyba nieco zmiękły mi nogi, jednak na twarzy pojawił się grymas lekkiego zniesmaczenia.
            " Ziemia do Williams, zdecyduj się dziewczyno!" - moja podświadomość zaczęła się burzyć.
            Odsunęłam się od niego jak oparzona, po czym zapytałam:
            - Co we mnie takiego jest, że tak mnie chcesz? Nie rozumiem.
            Pokręcił głową i nieco się uśmiechnął.
            - Wszystko - chciał musnąć dotykiem moje palce, ale natychmiast je odsunęłam dalej i zacisnęłam w pięść. - Jesteś po prostu bardzo wyjątkową osoba, i delikatną jak płatki róż, co czyni Cię jeszcze bardziej wyjątkową.
            Wywróciłam oczami na zbyt ckliwe porównanie.
            - Myślałam, że słabość to wada - zauważyłam.
            - Słabość, a delikatność to dwie różne rzeczy.
            Nic nie odpowiedziałam. Gapiłam się tępo w podłogę, nie zaszczycając go ani na moment moim wzrokiem. Serce, słuchaj mnie wyraźnie, bo mówię do Ciebie - koniec z sentymentami. Basta!
            - Na mnie pora - powiedział wreszcie, kiedy zobaczył, że nie zamierzam już więcej razy się odzywać. - Do usłyszenia, Rita.
            - Pa, Dave - zamknęłam drzwi, po czym osunęłam sie na nich i ukucnęłam łapiąc się za głowę. Przystawiłam palec do skroni, który miał udawać pistolet, po czym udałam, że oddaję strzał. Chyba powinnam nakleić sobie na czoło wielką kartkę z napisem "nie umiem w życie" i chodzić z nią po mieście. Taa, to by idealnie do mnie pasowało...

7 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hm, hm, hm... nie wiem, nie lubię się powtarzać, ani szukać swojego poprzedniego komentarza żeby wyrazić to samo co zawsze. bo standardowo bardzo mi się podoba. lubię tą płynność, którą operujesz. lubię to, że Rita jest taka niepewna, trochę zagubiona, ale boję się, że zrobisz z niej Marysię Zuzannę. więc proszę uważaj na to. nie rozumiem tego sformułowania "nie umiem w życie". nie wiem czy to jest błąd, czy jednak świadomie to napisałaś, ale jakoś gryzie mnie to w oczy. George jest taaaki uroczy, haha. lubię wątki z młodszym rodzeństwem chyba we wszystkich ff, o ile nie są to rozpuszczone bachory robiące na złość 24/7. no, a teraz zabieraj się za odzyskiwanie czytelników i pamiętaj o systematyczności (chociaż co do tego to akurat nie powinnam się wypowiadać, bo sama jestem okropna pod tym względem lmao). chyba nie wspominałam jeszcze o tym, że podoba mi się to jak bardzo można wczuć się w Ritę i w jej uczucia. jest dobrze Klaudyna, więc nie dodawaj kolejnego rozdziału za pół roku, oki? ;) koooooooooooooocham mocno.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. dziewiąty jest już gotowy, więc opóźnień nie będzie, przewiduję go jakoś na czwartek/piątek :)

      Usuń
  4. trele-morele czwartek/piątek, ja chcę już! :d

    OdpowiedzUsuń